2013-06-16-19.14

2013-06-17-15.50

2013-06-19-17.00

2013-06-24-19.53

2013-06-22-12.42

Ku naszej radości czachy… czachy everywhere. Nie wzbudzały żadnych kontrowersji wśród naszych ‘znajomych’. A byliśmy na turnusie rehabilitacyjnym z powodu rączki Stacha (niebawem o tym napiszę dokładniej). 130 osób w ośrodku = 130 babć, cioć, wujków, teściowych, sąsiadek. Zaraz po przyjeździe czuliśmy się jakbyśmy trafili do ukrytej kamery albo jakiejś kiepskiej komedii…

Top 10:

“nie zimno mu w nóżki?” (w środku ośrodka, wszyscy ubrani dość lekko, ja w japonkach)
“pewnie głodny, a rodzice sami jedzą” (bo już zjadł???)
“oj ti ti ti ti słodziaszku” (…)
“o! mój narzeczony!” (cytując starowinkę 70+, która darła się za każdym razem wypatrując Stacha w oddali)
“on się przewróci!” (jak się chodzi od niedawna to raczej płynnie to nie wygląda)
“ja też mam takiego ślicznego wnuczka, tylko trochę starszy” (zaraz potem historia życia wnuczka…)
“a pójdziesz ze mną?” (‘bo ja jestem taka, że mnie wszystkie dzieci lubią’)
“nie przewieje mu uszu? Ja wiem, bo mam już trójkę” (czerwiec, piękny, ciepły zachód słońca, Stach błogo leży w wózku na spacerze po plaży…)
“nie skaleczy się w nóżki?” (no jak będzie szkło na trawie, po której raczej nikt nie chodzi to się skaleczy)
“ja bym mu tego nie dawał do jedzenia” (zielony ogórek)

bonus: “otwórz dziób!” – naprawdę za każdym razem gość z naszego stołówkowego stolika…

Reagowaliśmy na początku, bo potem to nie miało sensu…

A Bałtyk… nasz Bałtyk… piękny, niestety rzadko przez nas odwiedzany.
Skłonił do refleksji, podjęcia kilku ważnych decyzji.

2013-06-21-16.48

2013-06-22-20.35.09

2013-06-22-20.36