Zrzut ekranu 2014-01-09 o 14.57.10

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 14.57.57

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 14.58.11

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 15.09.56

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 12.41.08

Zrzut ekranu 2013-12-25 o 10.58.57

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 12.41.24

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 12.40.49

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 12.31.25

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 12.30.41

Zrzut ekranu 2014-01-09 o 12.29.59
Są dni, które rozpoczynam wczesnym wstaniem z łóżka, ale są też takie, których poranek w łóżku trwa do piętnastej.
Czasem szykuję dla Stacha jogurt naturalny z muesli i jagodami od prababci, a czasem wciskam mu lubisia, choć wciskaniem  tak naprawdę tego nazwać nie mogę. To jest od razu “chcę” płynące z jego spojrzenia. Stacha znaczy się.
Są dni kiedy zakładam mu najlepsze markowe rzeczy, czyściutkie i wyprasowane, a są takie, że przecież tylko do sklepu idziemy, a pod kurtkę nikt zaglądać nie będzie.
Czasem wyciągam żelazko z najwyższej półki w szafie, rozkładam deskę, a potem wybieram to co się najgorzej prasuje… jak już prasuję to konkretnie. Są dni kiedy przekopuję szafę w poszukiwaniu no tej, co to prasować jej nie trzeba. Rewelacyjna jest.
Zawsze, ale to zawsze są dni takie, że trzeba założyć splint na rękę, łuski na nogi, buty na nie wcisnąć, choć byśmy już spóźnieni byli – są priorytety. Nie mamy dni lenistwa od hemiplegii. Nie możemy. Choćby za oknem wiało, padało, a ośrodek na drugim końcu miasta, drobnych na bilet nie ma i trzeba pieszo iść – idziemy.
Czasem w biegu pędzę do bankomatu, hali mięsnej, na targ do tej jednej budki z najładniejszymi warzywami bo mam tylko pół godziny jak Stach u logopedy siedzi. Czasem siedzę w tym ośrodku czekając i patrzę w sufit bo tym razem mi się nawet książki poczytać nie chce.
Czasem zrobię obiad z dwóch dań i z kompotem, a czasem dzwonię do mamy i oznajmiam tonem pytającym (potrafię tak), że w porze obiadowej ją odwiedzimy.
Czasem dwa prania na raz zrobię, a potem się denerwuję, że dwie suszarki z ubraniami nam tą naszą kawalerkę już do reszty zajmują, a czasem… a czasem jest w niej pełno miejsca.
Są dni, kiedy słuchamy od rana tylko Black Sabbath, Stach w piżamie The Rolling Stones i z pałeczką z bębenka w ręce, tańczy na środku pokoju. Czasem wstaje z łóżka chłopczyk w chmurkach nosweet i każe sobie włączyć “jozina bazina”. Pod pachą ma książeczkę “Świat księżniczek” od Jagi i Kali i chce się bawić domkiem dla lalek. Tak, są takie dni.

Dzisiaj dzień z tych, co postanowiłam w końcu tu coś napisać. Ale to tylko “coś” bo muszę dzisiaj sporo zrobić.
W rytm: