To co wydawało mi się tematem trudnym do wykonania (dzięki opiniom innych mam) okazało się banalne. Często słyszałam o traumie po fakcie, trzymaniu na siłę, jednym wielkim płaczu podczas cięcia.

Przed pójściem do fryzjera, w dwóch prostych zdaniach opisałam Stachowi co się będzie działo. Na szczęście tata też potrzebował zmian, więc młody widział, co go czeka. Problemu żadnego nie było. Pierwsza wizyta z lekką pomocą bajek. Pierwszy kontakt z maszynką oczywiście musiał rozpocząć się oglądaniem urządzenia,  które bzyczy i łaskocze.

Każda kolejna jest już wyczekiwana od co najmniej dwóch dni. Po wizycie przez pierwszy tydzień następuje samozachwyt i etap chwalenia się nową fryzurą ; )

Myślałam, że cały fun z wymyślaniem fryzur mnie ominie. Przecież to chłopak, a nie dziewczynka. Okazało się inaczej. Tutaj również można wymyślać. Stach urodził się z irokezem. Kontynuujemy dzieło natury lekko jej pomagając.
Często słyszymy pytania o kolor włosów… przecież żadne z nas takich nie ma. No niestety JUŻ nie ma.

Minęło trochę więcej niż rok. Do fryzjera chodzimy regularnie, a przynajmniej męska część naszej rodziny. Włosy młodemu rosną na potęgę. Stach był w swoim życiu więcej razy niż ja w ciągu 1,5 roku! Coś jest nie tak ; )

Wnioski po roku chodzenia z chłopcem do fryzjera nasuwają mi się takie:
1. Nie odważyłabym się sama podcinać włosów dziecku. Niestety, ale każdy “błąd” będzie od razu widać.
2. Przed pierwszą i ewentualnie kolejną wizytą (jeśli jest potrzeba) trzeba dziecku opisać, co się będzie działo, co będzie używane.
3. Znaleźć fryzjera, który będzie miał cierpliwość do wiercących się dzieci; nikt nie wie jak to będzie na początku ; ) i w razie czego będzie potrafił nasze dziecko zabawić, zainteresować.
4. Najlepiej – jak w naszym przypadku – mieć możliwość pójścia do fryzjera do domu i to w dodatku do takiego, który ma dzieci : ) Asiu <3