Jestem potencjalną dawczynią organów. Kilka razy oddawałam krew. Jak jeszcze mogłabym pomóc innym?
Odpowiedź już się gdzieś w zakamarkach mojej głowy czaiła, aczkolwiek nie chciała wypłynąć o tak, wprost . Bała się. Chciała być przemyślana, przespana sto razy. Udało jej się.

Problem z niepłodnością kobiecą chodził za mną od zawsze. Moi rodzice starali się o mnie 8 lat.
Na studiach temat pojawiał się notorycznie. Czy to praktyki, zwykłe wykłady czy też znajome sięgające po rady studentki położnictwa.
Potem praca przy ginekologu specjalizującym się w leczeniu niepłodności.

Urodziłam bez żadnch problemów zdrowego syna (jego obecna niepełnosprawność nie ma tu znaczenia). Zostało mi jeszcze kilkaset tysięcy komórek. Dlaczego nie mogę się podzielić? Nie dać komuś szczęścia?

Zapytacie: nie myślisz, że oddałaś komuś swoje dziecko? Jak się czujesz myśląc, że gdzieś po świecie chodzi cząstka ciebie?

Nie. Ja dałam komuś szczęście, możliwości, przyszłość, rodzinę… Cieszę się, że gdzieś będzie szczęśliwie żyło
dziecko, i z pełną premedytacją wolę to, niż żeby go w ogóle nie było.

Do zabiegu przygotowywałam się około pół roku. Niestety tak długo z powodu różnych przeciwności losu. Zazwyczaj trwa to ok miesiąca. Zostałam przebadana od stóp do głów, w głąb i wszerz, miałam zrobione badania genetyczne, bakteryjne, wirusowe, etc.

Zanim zasnęłam (zabieg w pełnej narkozie) zapytałam tylko anestezjologa:
– Co będzie dalej z moimi komórkami, które za chwilę pobierzecie?
– Jeszcze dziś dostaną je dwie pary przyszłych rodziców – odpowiedział.

Zasnęłam ze łzami w oczach. Ze szczęścia.

 

______

 

Niestety nie wiem czy jakieś dzieci się urodziły – nie mogę wiedzieć.

zdj. pinterest.com