Wku*wieni – tak, byliśmy wku*wieni – pojechaliśmy do prywatnego punktu Scanx…

Termin – jeśli bez znieczulenia to jutro, ze znieczuleniem za 1,5 tygodnia – żeby nam się wynik kreatyniny nie przeterminował.

Nie trzeba skierowania, godziny popołudniowe.
6 h na czczo przed badaniem.

Nastąpił ten dzień. W punkcie nikogo nie ma.
Jest cicho, biało, nowocześnie. Pani zamiast najpierw do nas – odzywa się do Stacha. Ten od razu biegnie do kącika z zabawkami.
Po formalnościach idziemy na rozmowę z anestezjologiem. Pani dr się przedstawia, tłumaczy, zbiera wywiad, ogląda wyniki.
Zakładamy wenflon i Stach dostaje pierwsze leki (uspokajająco – rozluźniające). No wyglądał jakby się naćpał. Cieszył się ze wszystkiego. Zabawny widok.
Po kilku minutach dostał leki usypiające i został przewieziony na badanie.

Po ok 15-20 minutach koniec badania i do sali wybudzeń.
Trochę płaczu, uciekania z łóżka (jeszcze ‘po pijaku’). Co kilka minut pani anestezjolog chodziła doglądać, tłumaczyła jak się będzie zachowywał teraz i w domu i jak postępować.

Stach dostał naklejkę i dyplom dla BARDZIEJ NIŻ DZIELNEGO PACJENTA.

Wynik jutro. W normalnym szpitalu czeka się do dwóch miesięcy (!).
W każdym momencie byliśmy z dzieckiem (oprócz samego badania). Gdy pojechaliśmy na Tomografię nie byliśmy z nim nawet przy zakładaniu wenflonu.

W Scanx spędziliśmy tylko 2h.
Zapłaciliśmy 740 zł.
Warto. Przez te pół roku oczekiwania na rezonans w szpitalu można uzbierać tyle pieniędzy.

Ja wiem, że tak powinno być w normalnym szpitalu i to za darmo. Ale nie jest.
Cieszę się dziś, że nasze skierowanie zaginęło.

Niestety nie jest to wpis sponsorowany ; )

IMG_20140312_221742
IMG_20140312_222114
IMG_20140312_222228
IMG_20140312_222503
IMG_20140312_222335