1

2

3

4

5

6

Tęsknię za tym miejscem. Mieszkamy zaledwie 2 kilometry dalej, ale to już nie to samo.
Budzić się przy zapachu gotowanego wusztu i herbaty podanej w szolce – zawsze z cytryną, Od rana siedzieć na placu i biegać po bosoku. Jeść maliny, poziomki, winogrona i truskawki prosto z krzoka. Nie musieć gotować, a zajadać się roladami, kluskami, modrą kapustą i olbrzymią ilością zołzy (tak lubię!). Schodzić do piwnicy po kartofle i kompot – codziennie inny, kiszoną kapustę z beczki deptaną przez tatę. Widzieć brudnego ale przeszczęśliwego Stacha i uśmiech babci. Mając już swoje dziecko słyszeć ciągle “zjedz mięso, kluski zostow bo licho wyglondosz. Mosz gymba na jedno łumycie”. Wspominanie czasów wojny, dzieciństwa babci, czasów kiedy w naszym mieście było tylko kilka gospodarstw, a nasze ziemie zajmowały dość sporą część miasta- oczywiście zabrane za nic… Wieczorne podlewanie ogródka szlaufem, oblewanie się nawzajem, oglądanie niemieckich programów rozrywkowych. Zawsze zanim pomyślałam to zrobiona już herbata czekająca na mnie w szolce na stole. Stach ganiający z klapaczką na “muchy bestyje”. Zasypianie przy tykającym zygorze.
Bezcenne.

7

8

9

10

11

13

Moja babcia, Stacha prababcia w tym roku skończyła 80 lat. Nie pozwala się wyręczać, codziennie rano chodzi po świeże drożdżówki, na nic nie narzeka, a swoje u lekarza wysiedzi, dokarmia okoliczne koty, robi zajebistą porterówkę, na Stacha mówi bidoczek bo przecież w upały też mu może być zimno, sama mało je, ale uważa, że my mniej i zawsze licho wyglondomy – nawet po pobycie u niej i dodatkowych 5 kilogramach!
Niech nam babcia żyje sto lot!

12