Dużo bym dał, by przeżyć to znów –
Wehikuł czasu – to byłby cud…”

fotelik
 kurnik
  maluch
 motyl
 obiad
 
orzechy
 piaskownica
 płot
 studnia
kuchnia
 palma
zbabcia

Nie ma takiego drugiego miejsca na ziemi, gdzie czas stoi w miejscu. Przynajmniej ja tak czuję. Bo choć babcia garbi się coraz bardziej i coraz więcej kurzu pokrywa meble w piwnicy… to klimat jest niezmienny.

Zdjęcie pierwsze: Pajęczyny czarne od kurzu pokrywają fotelik rowerowy, który jeszcze dwadzieścia lat temu swoją wikliną skrzypiał co weekend. Ale jest… wisi… przypomina… uruchamia obrazy w mojej głowie. Jak na pomarańczowym składaku u taty w nim siedziałam i na grzyby jeździliśmy.

Zdjęcie drugie: Za solidnymi drzwiami z kurnika dalej wisi w powietrzu zapach piór i ściółki kurzej, trochę świni i królika. Być może już tylko ja go wyczuwam, bo kto by w takim smrodzie wieszał worek bokserski i trenował? A jednak zamiast gdakania można dziś usłyszeć przyspieszony oddech i uderzenia rękawic.

Zdjęcie trzecie: Pewnego dnia już naprawdę myślałam, że to powrót do przeszłości, gdy na placu malucha zobaczyłam. Mieliśmy takiego – w takim samym kolorze. A to babcia malować mieszkanie postanowiła i “malyrza” tego samego od dwudziestu lat zamówła. Mało jest takich co jeszcze malują szczotką, z której włosy wśród farby na ścianie zostają.

Zdjęcie czwarte: Sierpniowe motyle. W ciągu tej samej chwili naliczyłam się naraz 10 motyli na kwiatach. “Dziki rabarbar” jak to babcia mówi. Oprócz jednego miesiąca w roku wygląda koszmarnie… ale rośnie już około trzydziestu lat. Nie wolno zmieniać.

Zdjęcie piąte: Są dni u nas gorsze i lepsze. Nieważne o której godzinie przyjdziemy ze Stachem do babci, to zawsze, ale to zawsze usłyszę: “Kasia pódź po zupa, zjycie ze Stasiym”. Nie muszę nic mówić, wcześniej dzwonić… babcia nie pyta, babcia każe zjeść. Kto na Śląsku przyjmie gościa w swe progi i wypuści z pustym brzuchem?

Zdjęcie szóste: Orzechy. Laskowe, włoskie. Ponadto jabłonie, śliwki, czereśnie, wiśnie, grusza, maliny, poziomki, truskawki, pomidory, rabarbar, sałata, lubczyk, pietruszka, seler… uwielbiam.

Zdjęcie siódme: To jedyne miejsce na ziemi, gdzie mogę Stacha boso puścić i mam 200% pewność, że psy tu nie biegały, petów, szkła i śmieci nie znajdzie. Co najwyżej patyczki, kamyczki mu się w stopy powbijają, ale to dobrze – poznaje świat. Ten naturalny, prawdziwy.
Huśtawka, która ma prawie 30 lat i zrobił ją dziadek. Niezniszczalna.
Piaskownica zabezpieczona czule przez babcię. Folią i kamolem co by się deszczówka nie dostała.

Zdjęcie ósme: Płotu nie ruszaj. Nieważne, że bardzo stary, że się rozlatuje. Nie poprawiaj, nie przestawiaj, nie usuwaj. Tak było, tak będzie. Pamiętam jak uciekając przed kogutem do płotu na rowerze dobiłam i rękę złamałam. Dziadek sztachetą usztywnił, do dużego fiata i do szpitala. Babcię cała rodzina przekonywała, żeby 5 m płotu usunąć, przecież kur już nie ma i odgrodzone być nie musi… Usunęliśmy. Babcia się przez tydzień nie odzywała.

Zdjęcie dziewiąte: Studnia. Z wodą jeszcze. Do niedawna pitną. Pompa w piwnicy dalej jest. Buczała co najmniej jak kombajn…

Zdjęcie dziesiąte: Po malowaniu cała rodzina wykorzystała okazję, żeby babci okap umyć, wykładzinę pod nim wymienić. Ile było fochów i pretensji babci! Bo zmiany! zmiany!

Zdjęcie jedenaste: Odkąd wyprowadziłam się z domu, to co roku przed wielkanocą dostawałam od babci palmę robioną przez tatę i babcię. Skoro mam inne kąty to palmę też muszę. I nie wyrzucać! Trzymać cały rok!

Zdjęcie dwunaste: Moja babcia, Stacha prababcia. Słuch już nie ten, kolana nie te. A to najbardziej Stach zwraca uwagę. “Baba masz ała na kolanku?” Bo gdzieś tam ze swojego pułapu dojrzał bandaż… No tak, druty na balkonie stare, nie do spuszczania to babcia na stołki wskakuje wieszając pranie i potem spada… i nikomu się nie przyznaje…

Post się sam napisał bo znowu w tamtym miejscu często bywamy. Takie nasze wakacje. Spaceruję, wspominam to i zdjęcia robię.
Ten blog to będzie pamiątka dla mnie, a przede wszystkim dla Stacha. Zwłaszcza posty o babci. I kij z tym, że bez czach i rock’n’rolla!