Nie, nie baliśmy się. Porody domowe są tak samo bezpieczne jak te w szpitalu. O wynikach tych badań tutaj.
Dzień po terminie ostatnie USG: wszystko super, waga 3500 g. Płci całą ciążę nie chcieliśmy znać.

24 lutego 2012 r.
Pierwsze skurcze o 7.00. Jarek pojechał do pracy, ja zjadłam owsiankę i wylegiwałam się w łóżku. Kiedy skurcze były silniejsze weszłam do wanny i zdawałam całą relację na czacie skype.
Jarek: “No to ja się powoli pakuję i jadę do Ciebie”. Zero stresu, pośpiechu.
Przyjechał. Ja dalej w wannie. Skurcze coraz silniejsze, zadzwoniliśmy po Panią Anię (położna anioł).
Skakałam na piłce, spacerowałam, piłam (jeść się nie chciało – wręcz przeciwnie ;] ). Jedli to Pani Ania i Jarek, w pokoju obok – gołąbki. Do tego czytali Pratchetta…

Kiedy skurcze już dawały naprawdę popalić wykorzystywałam przerwy między nimi na sen. Zasypiałam w ułamku sekundy, by za chwilę znowu wyskoczyć spod kołdry na piłkę.
Mix pozycji wertykalnych – przeszłam chyba wszystkie. Postękiwałam, nie krzyczałam. Nie czułam bólu, czułam skurcze.

Pełne rozwarcie, siadamy na krzesełko porodowe, Jarek za mną.
Szewc bez butów chodzi: O czym położna zapomniała…?
“Jarek: głowa do klatki!
Ja: Aha!
I głowa do klatki.

Przyj! Prę.
Oddychaj! Oddycham.”
Urodzone.

Jarek: JAAAAAJKAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!

stachen

 

Chłop. 4420 g!!!!!!! 60 cm!!!!!!!! Ja mam 160 cm. Dało się? Dało!
Niech mi nikt nie mówi, że makrosomia 3800 i musi być cięcie!

Nikt mi Stacha nie zabierał, co godzinę nowa osoba pod kołdrę mi nie zaglądała.
Szczepiony w domu. Rodzina przyszła kiedy chciała, na ile chciała.
Swoje łóżko, prysznic, zarazki, jedzenie…

A na drzwiach na klamce tego samego wieczoru kartka z gratulacjami z okazji narodzin syna : ) No trudno było taty nie słyszeć ;]

stopka

 

stopy2

 

ucb