Nazywa się X-Lander X-Move. Jest całkiem młody, bo z rocznika 2014 – 2015. I jest boski! Ten pan na zdjęciu to mój ojciec – elektronik, dziadek Stacha.

A tak na serio…

Całkiem niedawno cieszyłam się, że Stach smoczka już nie ma.
Myślałam wtedy (a to całkiem niedawno było), że to nie lada wyczyn dla rodziców.
Minęła chwila, bo to przecież całkiem niedawno było… a ja sobie dziś dnia ze smoczkiem nie wyobrażam. Zdjęcia przeglądam i się nadziwić nie mogę, że przecież tak całkiem niedawno małe dzieciątko w domu miałam.
Dziś to już chłopiec z krwi i kości. Taki chłopiec w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Oczywiście rozczula mnie dalej widok Stacha śpiącego w wózku… a z nim nie pożegnamy się prędko. Stach nie chodzi – Stach biega. Stach się nie zatrzymuje – Stach się przewraca lub dobija. Stach nie chodzi normalnie, Stach kuleje, biega na palcach, bokiem do przodu. Od dziesięciu miesięcy nosi łuski ortopedyczne. Po domu, po dworze, na ćwiczeniach, w piaskownicy… Męczy się. Często siedzi w wózku. Siedzi prosto, przypięty tak, żeby nie pochylać się na boki i nie zjeżdżać pupą do przodu, trzymając oburącz pałąka. Niuanse, ale mają istotną rolę. Podnóżek koniecznie regulowany. Tak samo oparcie.  Siedzisko na tyle duże, aby ponad dwuletnie, wysokie i ponad trzynastokilogramowe dziecko mogło z niego korzystać dłużej niż kilka miesięcy.
Szkoda, że X-Landera X-Move z kolekcji 2014 – 2015 nie było wcześniej.  Miałam dla Stacha 4 wózki. Jako niania przetestowałam jeszcze trzy.

Obecny to dla mnie Mitsubishi (dla innych Mercedes ; ) wśród wózków.

post1
post5
post6
post2
post3